Saksońska Szwajcaria. Pomysł na inspirujący weekend w Górach Połabskich

Zapierające dech w piersiach widoki, zabytki i miejsca dla miłośników aktywnego wypoczynku. To atrakcje regionu Niemiec, który znajduje się zaledwie sto kilometrów od polskiej granicy. Tzw. Saksońska Szwajcaria od wieków wabi podróżników i inspiruje artystów.

Magiczne górskie krajobrazy
Południowa Saksonia jest regionem idealnym zarówno na krótki weekendowy wyjazd, jak i dłuższy pobyt. Ten pełen malowniczych krajobrazów oraz szlaków turystycznych region znajduje się blisko granicy z Polską i łatwo tam dojechać. Do Drezna będącego stolicą landu kursuje chociażby bezpośredni pociąg z Wrocławia. Z kolei dzięki autostradom nawet z Warszawy dojedziemy tu samochodem w ok. 6 godzin.

Swoją nazwę Saksońska Szwajcaria zawdzięcza podobieństwu do alpejskich krajobrazów. Zauważyli je już tworzący na początku XIX w. dwaj szwajcarscy artyści – Adrian Zigg oraz Anton Graff, którym Góry Połabskie żywo przypominały rodzinne strony. Nazwa przyjęła się doskonale i przez następne 200 lat tutejsze krajobrazy nie przestawały inspirować artystów z całego świata. Uwielbiali tu przyjeżdżać np. pisarz Hans Christian Andersen czy kompozytor Ryszard Wagner. Plenery Saksońskiej Szwajcarii zobaczymy również w filmach "Opowieści z Narnii", "Atlas chmur" oraz "Grand Budapest Hotel".

Zabytki z polskimi akcentami
Dla przybyszów znad Wisły dużą zaletą tego regionu będzie obecność obiektów powiązanych z naszą historią. Saksonię łączyły przecież z Polską przez 70 lat osoby aż trzech władców! Pierwszy z nich, król August II Wettyn, przez całe życie marzył o sławie wojennej, lecz najwięcej sukcesów odniósł w miłosnej alkowie (przypisywano mu ponad 300 nieślubnych dzieci), prowadził też ożywioną działalność kulturalną i budowlaną.

Owocem tej ostatniej była m.in. potężna twierdza Königstein znajdująca się zaledwie 40 km od Drezna. Wysokość jej murów sięga aż 42 m, a cały kompleks liczy sobie 50 doskonale zachowanych budynków. Zwiedzający zobaczą tu starą zbrojownię, głęboką na ponad 152 m studnię czy też zamek Magdaleny, w którego piwnicach zobaczymy rekonstrukcję ogromnej beczki na wino o pojemności 200 hektolitrów. Bramą wjazdowa do zamku zwieńczona jest kartuszem z herbem Polski.

Innym ciekawym, choć mniej monumentalnym budynkiem Saksońskiej Szwajcarii jest położony bardziej na północ zamek Stolpen. Przez 49 lat więziono tam legendarną Hrabinę Cosel, którą znamy z powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego oraz jej ekranizacji. Zwiedzający poznają zresztą całą historię zamku, która sięga aż XII wieku.

Szlak malarzy Malerweg

Twierdza Königstein

Zamek Stolpen

Most w Bastei

Miasto uzdrowiskowe Bad Schandau

Kompleks skalny Lilienstein

Raj dla miłośników aktywnego wypoczynku
Jak już wspomnieliśmy, niemiecki region Gór Połabskich obfituje w piękne górskie krajobrazy. Możemy je podziwiać np. podczas pieszych i rowerowych wędrówek w okolicach Parku Narodowego Saksońskiej Szwajcarii. Najsłynniejszą trasą widokową jest tutaj tzw. Droga Malarzy (niem. Malerweg), która ma początek w Pirnie i liczy sobie aż 112 km. Przechadzając się nią, zobaczymy piękne górskie krajobrazy, które przez 200 lat inspirowały artystów do tworzenia takich obrazów, jak "Wędrowiec nad morzem mgły" Caspara Davida Friedricha.

Jednym z najsłynniejszych punktów widokowych na Drodze Malarzy jest most w Bastei, będący pozostałością po dawnym zamku Neurathen. Umieszczony na wysokości 190 m nad Łabą daje nam doskonały widok nie tylko na wstęgę rzeki w dole, ale również wspomnianą już twierdzę Königstein oraz piękny kompleks skalny Lilienstein. Skoro już wspomnieliśmy o Łabie, Saksońską Szwajcarię możemy podziwiać również podczas spływu kajakowego lub pontonowego wzdłuż rzeki. Takie spływy często mają swój początek w miasteczku uzdrowiskowym Bad Schandau, metę zaś w Pirnie.

Góry Połabskie to jednak przede wszystkim mekka dla fanów wspinaczki. Saksonia Szwajcarska jest dobrym miejscem, żeby zacząć przygodę z tym sportem, ponieważ Góry Połabskie są piękne, ale mniej przytłaczające niż np. Alpy (najwyższy szczyt całego masywu ma ok. 750 m n.p.m.). Początkującym adeptom wspinaczki na pewno przypadną do gustu tzw. żelazne drogi, czyli dobrze ubezpieczone szlaki wyposażone w liny, drabinki i mosty. Taką atrakcję znajdziemy w tzw. Małpich Skałach (niem. Affensteine), ok. 8 km od Bad Schandau.

Wyjazd na weekend i nie tylko
Wszystkie powyższe atrakcje sprawiają, że w Saksonii Szwajcarskiej spędzimy miło czas, nawet jeśli dysponujemy tylko wolnym weekendem. Wybierając się tam na cały tydzień, równie dobrze możemy powiązać górską wycieczkę ze zwiedzaniem pobliskiego Drezna. Pięknych widoków oraz polskich akcentów znajdziemy tam równie wiele.

Od Szwajcarii Saksońskiej do Morza Wattowego. Najlepsza trasa rowerowa w Niemczech

840 km równiutkiego asfaltu i piękne widoki: góry, parki narodowe i obszary wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jeśli dorzucimy do tego urokliwe centra miast i miasteczek oraz światowej sławy zabytki, to nikogo już chyba nie zdziwi, że ścieżka wzdłuż Łaby jest najbardziej popularną trasą w Niemczech, cenioną nie tylko przez niemieckich cyklistów.

Na początek kilka podstawowych informacji. Długość: 1270 km, od źródła rzeki w Karkonoskim Parku Narodowym (Czechy) do jej ujścia do Morza Północnego (Niemcy). Po niemieckiej stronie 840 km. Start: Schöna/Bad Schandau. Meta: Cuxhaven/Brunsbüttel. Szlak rowerowy wzdłuż Łaby (Elberadweg) od kilkunastu lat w badaniach niemieckiej organizacji rowerowej ADFC uznawany jest za najpopularniejszy i najbardziej ceniony przez niemieckich turystów rowerowych.

Dla bardziej i mniej doświadczonych
Na niemiecką część szlaku trzeba sobie zarezerwować około 14 dni. Warto! Trasa wiedzie przez Szwajcarię Saksońską (skalny świat z ponad tysiącem pojedynczych piaskowych skał), Drezno, Miśnię i okoliczne winnice, Torgau, Wittenbergę z rezerwatem biosfery, Dessau, najdłuższy na świecie most na skrzyżowaniu szlaków wodnych koło Magdeburga, Magdeburg – skarbnicę dziedzictwa kulturowego UNESCO aż po Hamburg i ujście Łaby do Morza Północnego w Cuxhaven.

Ścieżka rowerowa prowadzi nas grzbietem lub tuż obok wału łabskiego. To wyjątkowa mieszanka walorów kulturowych i przyrodniczych. Obszar UNESCO obejmuje około 400 km – od Saksonii-Anhalt przez Brandenburgię, Dolną Saksonię po Meklemburgię-Pomorze Przednie i Szlezwik-Holsztyn. Szlak, który biegnie głównie drogami asfaltowymi, nie należy do trudnych. Mniej wytrawni rowerzyści mogą spokojnie planować krótsze odcinki – 30-40 km dziennie, bardziej zaawansowani – 60-70 km. Popularne odcinki to: Drezno – Dessau-Roßlau (260 km), Magdeburg – Hamburg (370 km), Magdeburg – Cuxhaven (480 km) czy Drezno – Hamburg (600 km).

Po drodze jest mnóstwo miejsc noclegowych, w których znajdziemy schronienie nawet bez wcześniejszej rezerwacji, choć w wakacje czy długi majowy weekend warto o nią zadbać.

Góry, wydmy i owce
Krajobraz wzdłuż Łaby jest urozmaicony: po drodze mijamy góry, doliny, łąki i rozległe mokradła. Cykliści mają okazję obserwować bogatą populację ptaków na terenach zalewowych rzeki. Trasa wiedzie też przez gęsto zalesiony obszar ochronny Lauenberg i krajobraz rolniczy Altes Land z owocowymi sadami oraz Park Narodowy Dolnosaksońskiego Morza Wattowego. Wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO teren zachwyca wydmami, plażami i rzadkimi gatunkami zwierząt. Nieodłącznym elementem krajobrazu północy są też stada owiec.

Wzdłuż Łaby wznoszą się imponujące fortece, zamki i piękne kościoły. Podążanie tą trasą pozwala też odkryć ważne skarby kulturowe Niemiec: Speicherstadt, czyli położony w okolicach hamburskiego portu największy na świecie kompleks powiązanych ze sobą magazynów zbudowanych w wilhelmińskim gotyku ceglanym, czy cesarski pałac w Magdeburgu.

Charakterystyczne domy z muru pruskiego oraz dobrze zachowane centra miast i miasteczek kuszą, by zrobić sobie przerwę. Również w jednym z licznych muzeów, na przykład tak ekscentrycznym, jak Muzeum Kłamstwa w Radebeul, w którym żaden eksponat nie jest prawdziwy.

Od Drezna po Hamburg
Pierwszym dużym miastem na szlaku jest Drezno. Warto zatrzymać się tu choć na jeden dzień i pospacerować po Tarasach Brühla, widowiskowej promenadzie połączonej z dziedzińcami najważniejszych okolicznych budynków, wejść do Galerii Starych Mistrzów, w której zbiorach znajduje się słynna "Madonna Sykstyńska" Rafaela Santi, katedry Świętej Trójcy z kryptą władców Saksonii czy Zamku Rezydencyjnego. Wrażenie robi też Plac Teatralny z gmachem Opery Sempera, jednej z najpiękniejszych na świecie, i pałacem Zwinger, a w Grosser Garten, rozległym parku miejskim, dobrze się odpoczywa. Będąc w Dreźnie, nie można nie zajrzeć do Neustadt, dzielnicy pełnej kontrastów: zabytkowych kamienic i pałaców, hipsterskich pubów i alternatywnych klubów.

Kolejnym interesującym miastem jest Miśnia, słynąca w świecie z miśnieńskiej porcelany. Państwowa Manufaktura Porcelany to punkt obowiązkowy każdej wycieczki. Podobnie jak późnogotycki Albrechtsburg, pierwszy zamek o charakterze pałacowym w Niemczech, gotycki kościół Najświętszej Marii Panny z porcelanowymi dzwonkami w wieży i kościół św. Mikołaja, w którym stoją największe figury, jakie kiedykolwiek wyprodukowano z miśnieńskiej porcelany. Miśnia to także najmniejszy obszar uprawy winorośli w Niemczech. Tu powstaje złoty riesling.

Magdeburg to jedno z najstarszych miast na terenie byłego NRD. Będąca jego symbolem katedra św. Maurycego i św. Katarzyny to miejsce pochówku Ottona I Wielkiego, cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Na Starym Rynku stoi nie mniej słynny Jeździec Magdeburski (Magdeburger Reiter) – wykonana z brązu wierna kopia pierwszej wolnostojącej pomnikowej rzeźby na północ od Alp. Oryginał można podziwiać w Muzeum Historii Kultury. Okolice rynku Hasselbachplatz to magdeburskie zagłębie gastronomiczne z licznymi knajpkami, barami, restauracjami i jedną z najbardziej znanych w Niemczech budką z kiełbaskami Curry 54.

I ostatnie duże miasto na naszej trasie – Hamburg, uznawany za najpiękniejszą metropolię Europy. Co ciekawe, prawie połowa jego obszaru to tereny zielone i wypoczynkowe, rezerwaty przyrody i lasy. A port, system kanałów Łaby i rzeka Alster nadają miastu niepowtarzalną, żeglarską atmosferę. W Hamburgu trzeba zejść z roweru i przespacerować się po porcie i zabytkowej dzielnicy Speicherstadt. Wieczór warto spędzić w dzielnicy Reeperbahn z licznymi barami, knajpkami i kawiarniami.

Kawa z Eierschecke
Wyprawa rowerowa wzdłuż Łaby to także powrót do czasów reformacji. Jej ślady wciąż są widoczne w luterańskiej Wittenberdze, Eisleben, gdzie znajduje się dom Marcina Lutra, Torgau i Mühlberg.

W trakcie podróży można też załapać się na jeden z miejskich festiwali, w tym festiwal wina. Również dzieci nie będą się w trasie nudzić. Liczne place zabaw, lodziarnie w miasteczkach, baseny i muzea z ofertą dla najmłodszych są dobrym pretekstem do przerwy. W Saksonii koniecznie trzeba spróbować kawy i słynnego Eierschecke, trzywarstwowego ciasta z drożdżową bazą, warstwą serową i budyniową. Jadąc wzdłuż Łaby, warto też zajrzeć do licznych winnic i browarów.

Dobrze jest także zaplanować przystanek w Salzgebiet, regionie wydobywania soli. W Schönebeck/Bad Salzelmen można zdobyć dyplom solnego górnika i zregenerować zmęczone nogi w kąpieli solankowej. Wszelkie informacje na temat trasy można znaleźć na stronie www.elberadweg.de.

Góry Żytawskie. Dzwoniącą kolejką przez najpiękniejsze pasmo Sudetów

Na styku Polski, Niemiec i Czech, w niewielkim pasmie Sudetów znajdują się Góry Żytawskie. Ten nieduży teren oferuje bujny i barwny świat fantastycznych baśni, opowiadań, legend i podań a wszystko to okraszone malowniczymi krajobrazami. Co więcej, w podróż zabierze nas kolejka prowadzona przez… zabytkowy parowóz. Zapraszamy na pokład!

Stacja pierwsza: Zittau!
Żytawa (niem. Zittau) stanowi niejako bramę do Gór Żytawskich - najmniejszych gór średnich całych Niemiec, terenu parku krajobrazowego i obszaru zwanego młodszym kuzynem Szwajcarskiej Saksonii. To z reguły stąd zaczynają się wycieczki w głąb tego pasma.

Czy zwiedzimy Żytawę przed rozpoczęciem podróży kolejką, czy po jej odbyciu – zależy wyłącznie od nas. Pewne jest natomiast, że trzeba tam zobaczyć przynajmniej dwie wyjątkowe atrakcje. Po pierwsze - malowniczy rynek, w centrum którego wznosi się neorenesansowy ratusz, zaprojektowany przez słynnego architekta Karla Fryderyka Schinkela na wzór budowli włoskich. Po drugie zaś, kościół Świętego Krzyża, a szczególnie znajdującą się w nim XV-wieczną Wielką Zasłonę Wielkopostną, czyli liczące 8,2 m wysokości i 6,8 m szerokości płótno, przedstawiające 90 scen historii zbawienia - poczynając od stworzenia świata, na sądzie ostatecznym kończąc. Tego typu zasłony wieszane były przed ołtarzem w czasie Wielkiego Postu, jako element średniowiecznej praktyki pokutnej, polegającej na zasłanianiu ołtarza i świętych, aby grzesznicy nie oglądali Boga. Zasłonę zdejmowano, gdy w Wielką Środę czytane były słowa: et templi scissimum est medium ("a zasłona świątyni rozdarła się na dwoje z góry na dół"). Ciekawe jest, że zwyczaj ten przetrwał w niektórych regionach po dziś dzień.

Wracamy jednak do wagonika kolejki i spieszymy z wyjaśnieniem, skąd w tytule znalazło się stwierdzenie "dzwoniąca". Otóż potocznie i zdrobniale jednocześnie, zwana jest Bimmelbahn, czyli Kolejka Dzwoneczkowa. Określenie wzięło się od zapowiadającego jej przybycie dźwięku dzwonu umieszczonego na lokomotywie, która nie tylko dzwoni, ale i sapie, dyszy i dmucha… Niczym w naszej rodzimej Lokomotywie autorstwa Juliana Tuwima!

Stacja druga: Oybin!
Dojeżdżając do tego malowniczego miasteczka, ciężko wręcz nie skierować swoich kroków ku położonym na wysokiej i strzelistej górze, imponującym ruinom średniowiecznego czeskiego zamku królewskiego z sąsiadującymi pozostałościami dawnego klasztoru celestynów. Całość kusi szczególnie, kiedy usłyszymy niezwykłą historię kompleksu. Otóż w XIV w. zamek ten był jedną z ulubionych siedzib cesarza Karola IV Luksemburskiego, który swoją obecnością próbował podkreślić czeskie panowanie na Ziemi Żytawskiej. Podczas jego rezydentury twierdza została znacząco rozbudowana i rozpoczęła się budowa klasztoru. W XVI w. całość została dotkliwie zniszczona przez pożar, który wywołało… uderzenia pioruna. Niestety nikt nie podjął się odbudowy i w efekcie zaniedbany i opuszczony zamek stopniowo popadał w ruinę. Przysłowiową kropkę nad i postawił obryw skalny z 1681 r. Obecnie jest to jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów miejsc, a charakteryzujące się doskonałą akustyką ruiny pozbawionego dachu kościoła ze strzelistymi, gotyckimi oknami bardzo często są świadkami i gospodarzami różnego rodzaju przedstawień czy koncertów muzyki poważnej.

Wzgórze Oybin oferuje jeszcze jedną unikatową atrakcję. Znajduję się ona w niepozornej chatce, w której mieści się zaledwie kilka osób. Jednak gdy zamkną się drzwi, można zobaczyć cuda! Gwarantuje je camera obscura, czyli rodzaj peryskopu umieszczonego na dachu budynku, który za pomocą ciągu luster rzuca widoki okolicy na umieszczony we wnętrzu domu ekran. Przy odpowiednich warunkach widok jest tak dobry, że można ponoć obserwować co robią pojedynczy turyści!

Stacja trzecia: Skalne miasto!
Jonsdorf, ostatnia stacja zarówno naszej wycieczki, jak i Kolejki Dzwoneczkowej, jest prawdziwą gratką dla kochających wspinaczkę i spacery, nierzadko ekstremalne, na łonie niesamowitej natury.

Po dotarciu do tej miejscowości, można obrać kierunek na malownicze jeziorko, które stanowić może zarówno bazę wypadową, punkt obserwacyjny, jak i miejsce na zasłużony po trudach dotychczasowego zwiedzania odpoczynek w niesamowitych okolicznościach przyrody. Z brzegu tego jeziorka można bowiem wypatrzeć główną atrakcję – skały! Skalny grzebień piętrzy się dumnie ponad poziomem lasu na kilkanaście metrów, jednak większa część ścian skalnych schowana jest w gęstwinie. Znajduje się tu punkt widokowy oznaczony flagą na czubku skałek, których nazwą jest Nonnenfelsen, co w tłumaczeniu na język polski znaczy mniej więcej Skały Zakonnic. Nazwa ta pochodzi od (słusznego zresztą) skojarzenia strzelistych skał z postaciami odzianymi w habity.

Na terenie Jonsdorfer Felsestadt – jonsdorskiego skalnego miasta, znajduje się także dawny kamieniołom, czynny do 1917 r. przez… 300 lat (!). Wytwarzano tu kamienie młyńskie, eksportowane podobno na całą Europę. W rozległym labiryncie skalnego miasta można zobaczyć niesamowite formacje skalne i malownicze widoki.

Nasza wycieczka tutaj się kończy. Warto jednak na własną rękę rozszerzyć ją o okoliczne miasteczka z ich niepowtarzalnymi domami przysłupowymi, licznymi szlakami turystycznymi i zachwycającymi na każdym kroku widokami. Każda stacja Dzwoneczkowej Kolejki proponuje bowiem coś innego. I każda może stanowić przystanek na przynajmniej jednodniową wycieczkę po okolicy.

Góry Żytawskie przez niektórych porównywane są do scenerii z tolkienowskiego "Władcy Pierścieni". Nic w tym dziwnego. Baśniowe górskie krajobrazy i urokliwe miasteczka tworzą niesamowity klimat a obłoki buchające z parowozu i dźwięk dzwonu zapowiadają niezapomnianą przygodę!

Rudawy – śladami trabanta i dziadka do orzechów

Niemieckie Rudawy to raj dla wędrowców, ojczyzna słynnych drewnianych dziadków do orzechów, lśniących zabytkowych aut i muzyki Roberta Schumanna. To także historyczne miasta i wciąż żywe tradycje górnicze. Zaledwie dwie godziny jazdy od polskiej granicy można zaplanować pełen niezapomnianych wrażeń pobyt.

Rudawy (niemiecka nazwa Erzgebirge) to pasmo górskie rozciągające się w południowo-wschodnich Niemczech, na terenie Saksonii. Niezbyt wysokie – najwyższy szczyt Fichtelberg ma 1215 m n.p.m. Nazwa pasma nawiązuje do bogatych pokładów rud i kruszców srebra, cyny, żelaza, miedzi, kobaltu, uranu i fluorytu, które wydobywano w regionie od średniowiecza.

Od motoryzacji do złóż srebra
Rudawy to przede wszystkim wiele kilometrów szlaków turystycznych, rowerowych i górskich. Przemierzając je, można jednak dotrzeć także do miast z interesującą historią.

Miłośnicy samochodów i muzyki poważnej nie mogą ominąć Zwickau. Miasto związane jest z dwoma wielkimi postaciami – kompozytorem Robertem Schumannem oraz Augustem Horchem. Tu produkowano legendarnego trabanta, tu narodziło się Audi. Bardziej dociekliwi powinni zajrzeć do miejscowego muzeum motoryzacji. W Zwickau organizowany jest też jeden z najpopularniejszych na terenie Saksonii jarmarków bożonarodzeniowych. Towarzyszy mu uroczysta parada górnicza, w której w tradycyjnych stronach maszeruje kilkuset górników.

Srebrnym miastem Saksonii jest Freiberg. Tu wydobywano srebro, a wspaniałe domy patrycjuszy stojące przy rynku są świadectwem dawnego bogactwa. Będąc w mieście, koniecznie trzeba odwiedzić katedrę św. Marii ze Złotą Bramą i największymi na świecie organami Silbermanna, a także najstarszą kopalnię edukacyjną Reiche Zeche.

Na złożach srebra wyrosło też inne górnicze miasto – Annaberg-Buchholz. Dawne tradycje doskonale widać w kościele św. Anny ze słynnym ołtarzem górniczym czy kościele św. Marii z górniczym żłóbkiem. Ślady bogatych złóż srebrna można odkryć w trzech kopalniach pokazowych.

Motocykliści na zamku
Zbaczając nieco z turystycznych szlaków, można też trafić na wspaniałe zamki i pałace. Jednym z najbardziej imponujących przykładów baroku jest XVIII-wieczny zamek i przylegający do niego park Lichtenwalde. Na odwiedzających czekają reprezentacyjne wnętrza oraz kaplica zamkowa z niezwykle rzadkimi organami Donatiego. Po 10-hektarowym parku licznymi trasami widokowymi i spacerowymi można przechadzać się godzinami, co rusz natrafiając na fontannę (jest tu ich aż 355) czy ukryte pawilony z ławkami. Zamek Lichtenwalde kryje także skarby – eksponaty z odległych krajów, najstarsze mają nawet kilka tysięcy lat.

Zaledwie 15 km dalej położony jest Zamek Augustusburg nazywany Koroną Rudaw i… zamkiem dla motocyklistów. Jedna z najpiękniejszych budowli renesansowych w Europie Środkowej wznosi się na kwarcowej skale o wysokości 516 m. Tu mieści się m.in. muzeum motocykli (z największymi zbiorami w Europie) i muzeum powozów.

Przykładem dobrze zachowanej budowli średniowiecznej jest z kolei zamek Scharfenstein, jedna z najstarszych siedzib władców Saksonii. Mieści się tu muzeum z wystawą bożonarodzeniową i wystawą zabawek. Z zamkiem Scharfenstein wiąże się historia Karla Stülpnera – Robin Hooda Rudaw.

Górnik do orzechów
Swój niepowtarzalny klimat Góry Rudawskie zawdzięczają nie tylko górnictwu, ale też rozwiniętej sztuce rękodzielniczej. Tu narodziły się doskonale przez nas kojarzone dziadki do orzechów w kształcie figurek górników, żołnierzy, królów czy rycerzy. Rzeźbiąc figurki z drewna, mieszkańcy Rudaw przetrwali pierwszy kryzys górnictwa, który miał miejsce ok. 1650 roku, kiedy to wydobycie miedzi zaczęło słabnąć. W Rudawach powstały też inne świąteczne symbole: kadzidełko w postaci drewnianego ludzika, ozdobny oświetlony łuk czy piramida.

Z kolei koronkarstwo i snycerstwo szczególnie rozwinęło się w Annabergu. W Muzeum Rudaw, a także w licznych warsztatach rzemieślniczych można podziwiać bogate skarby znanego na całym świecie Holzkunst Echt Erzgebirge. Warto zajrzeć także do interaktywnej Manufaktury marzeń, muzeum położonego w samym sercu starego miasta.

Sielski Spreewald. Miejsce na relaksującą majówkę

Ta magiczna kraina plątaniną kanałów wodnych trochę przypomina Wenecję, ale różnica jest zasadnicza: ciągnie się wśród bajkowego lasu i charakterystycznych łużyckich zabudowań. Niemiecki Spreewald to idealne miejsce na dłuższy weekend!

Jest krainą geograficzną Łużyc Dolnych i znajduje się około 60 km od polskiej granicy. Mimo to Polacy niewiele o niej wiedzą, a jak się okazuje, jest co oglądać i gdzie wypocząć. 300 km kanałów wodnych można zwiedzać kajakiem, a jak znudzi się pływanie, wystarczy przesiąść się na rower i wyruszyć na wycieczkę w głąb gęstego i pięknego lasu. Sezon główny pływania łodzią czy kajakiem obejmuje czas od kwietnia do października.

Kajakiem i kahn
Łodzie jeszcze do lat 30. XX w. służyły mieszkańcom Spreewaldu jako jedyny środek transportu zbiorów z pól, bydła czy poczty. Na kanałach nie zobaczymy gondoli, a kahn – łódki sterowane w sposób podobny jak gondole – za pomocą tyczek, którymi posługują się sternicy. Może się na nich zmieścić nawet kilkanaście osób. Kiedyś zwano je "dłubankami", bo robiono je z jednego pnia za pomocą zaokrąglonej siekiery lub wypalano. Współczesne łódki są podobne do swoich prototypów – płaskie i nie mają dzioba. Ale Spreewald można także zwiedzać kajakiem. Wtedy spokojnie spływa się z głównego szlaku, po którym poruszają się kahn. Co ważne, jeżeli na wyprawy kajakiem wybieramy się samodzielnie, śluzy na kanałach obsługuje się samemu! Za nieprawidłowe użytkowanie śluz można dostać mandat.

Rezerwat biosfery UNESCO
Las, jak i wodne szlaki, to część rezerwatu biosfery, który w 1991 r. został uznany przez UNESCO. Trzeba mieć na uwadze, że nie wszystkie kanały wodne są dostępne dla kajaków oraz kahn. Najwyższa strefa I ochrony roślin i zwierząt jest zupełnie zamknięta dla turystów. Strefy II i III dostępne są dla zwiedzających, ale to i tak widoki zapierające dech w piersi. Obok natury zachwycają także domki czy pełne kwiatów krzewy. Najbardziej dzikie tereny, które zapadną w pamięci, to północna część Spreewaldu – Unterspreewald. Tu nie ma dużo turystów i można obcować z naturą w spokoju.

Lübbenau i Lehde – niemiecka Wenecja
Lübbenau jest miastem, którego częścią są dawne wsie łużyckie Lehde i Leipe. W Lehde warto popływać pomiędzy wspominanymi już domkami o charakterystycznej zabudowie łużyckiej. To właśnie ta wioska przypomina Wenecję. Lehde stanowi centrum ruchu turystycznego – przecinają się tutaj szlaki wodne i rowerowe. Jest tu najwięcej turystów, ale lekko zbaczając z trasy, można pływać małymi kanalikami, bardziej dzikimi, choć nie tak, jak w północnej części krainy. Znajduje się tam także najstarszy skansen w Brandenburgii (Freilandmuseum), gdzie można dowiedzieć się całkiem sporo o historii tych terenów. Warto również zaopatrzyć się w piękną ceramikę – nie tylko ma dużo sielskiego uroku, ale jest naprawdę dobrze wykonana.

01.

Kajakiem przez Spreewald

Nie wszystkie kanały wodne dostępne są dla turystów. Dostępne są strefy rezerwatu I i III.

02.

Lehde

Typowa drewniana zabudowa charakterystyczna dla Spreewaldu.

03.

Ceramika ze Spreewaldu

To kolejna charakterystyczna rzecz dla tego regionu. Ceramika jest pięknie wykonana i ręcznie malowana. To najwyższej jakości rękodzieło.

Kraina ogórka
Królem Spreewaldu jest zdecydowanie ogórek, który ma również swoje muzeum w Lehde. Ogórki szprewaldzkie są wszędzie i w każdej postaci: w musztardzie, miodzie, kwaszone itd. Można także spróbować lodów ogórkowych. Gurkensalat to sałatka ze świeżych ogórków z dodatkiem kwaśnej śmietany – prawie jak polska mizeria! Ichnia zupa rybna jest przygotowywana z dodatkiem piwa – z resztą inne zupy również, np. gulaszowa. Obok ogórka króluje tu także olej lniany – len rośnie na tych terenach niezwykle bujnie. Deserem, który może zaskoczyć, jest bułka pszenna z chrupiąca skórką, którą macza się właśnie w oleju lnianym, a potem w cukrze. Wśród znanych rarytasów znajduje się także bułka ze śledziem.

Jednym słowem Spreewald to idealne miejsce na dłuższy weekend lub majówkę. Można tam spędzić czas aktywnie, zwiedzając je łodzią, kajakiem lub rowerem, ale również po prostu się zrelaksować i… pobyć w otoczeniu dzikiej przyrody.

Bawaria jak z bajki – od zamku Kopciuszka po wąwozy z rwącymi potokami

Zagrajmy w skojarzenia. Co przychodzi na myśl, kiedy usłyszymy hasło "Bawaria"? Oktoberfest, Bayern Monachium, BMW? Słusznie. Jednak ten największy z niemieckich landów ma nam do zaoferowania znacznie więcej. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać.

Warte uwagi, malownicze miejsca z całej Bawarii nie sposób zmieścić w jednym zestawieniu, dlatego skupimy się na południowej części. I, mając na uwadze nieco stereotypowy jej obraz , postaramy się Bawarię nieco odczarować. A może właśnie zaczarować? Sprawdźmy.

W cieniu majestatycznych Alp
Jak powiedział kiedyś Jan Paweł II, "góry dają człowiekowi, poprzez zdobywanie wzniesień, nieograniczony kontakt z przyrodą – poczucie wewnętrznego wyzwolenia, oczyszczenia, niezależności". Wszystko to, nawet jeżeli nie jesteśmy wyczynowymi sportowcami i ambitniejsze wędrówki czy wspinaczki górskie nie dla nas, znajdziemy w bawarskim regionie Allgäu. Tamtejszy krajobraz nęci wzgórzami, lasami, łąkami i jeziorami, gdzie możemy zapomnieć o zgiełku miasta, codziennym pędzie i zanurzyć się w potędze natury. Dookoła, jak okiem sięgnąć, piętrzą się majestatyczne Alpy – najwyższy europejski łańcuch górski. Region Allgäu ze wschodu na zachód otacza pasmo Ammergebirge, Allgäuer Alpen i Bregenzerwald, zaś dziesięć najwyższych szczytów Allgäuer Alpen (każdy liczący ponad 2600 m n.p.m.) leży wokół Oberstdorfu, znanego wszystkim fanom skoków narciarskich.

Region oferuje niezliczone szlaki turystyczne, które pokonać można zarówno pieszo, jak i rowerem. Szczególnie pięknie jest tam wiosną, kiedy natura budzi się do życia z zimowego snu a krajobraz każdego dnia zdaje się zmieniać, ewoluować.

Wędrówki po górach urozmaicą liczne wioski z ich kościelnymi wieżami i domami z typowymi, drewnianymi fasadami oraz romantyczne miasteczka, których korzenie sięgają średniowiecza. A niektóre nawet jeszcze dalej…

Ze starożytnym Rzymem w tle
Centrum Allgäu stanowi Kempten - największe miasto w regionie, które zaliczane jest także w poczet najstarszych w Niemczech. Śledząc jego historię, dotrzemy aż do czasów starożytnego Rzymu, kiedy miasto nazywało się Cambodunum. Wykopaliska archeologiczne potwierdziły jego istnienie ok. 15 r. p.n.e., zaś pierwszą pisemną wzmiankę o mieście znaleźć można w zapiskach greckiego geografa Strabona z 18 r n.e.!

Rzymskie dziedzictwo do dziś nadaje Kempten śródziemnomorskiego uroku, szczególnie w piękne, słoneczne dni. Krajobraz wtopiony jest w łagodne wzgórza przedalpejskiego regionu. Miasto jest idealną "bazą wypadową" do wędrówek, kąpieli, wycieczek rowerowych czy gry w golfa, tenisa albo biegów długodystansowych. Kochający wellness z radością dowiedzą się, że traktowany jest w tym regionie z wielką estymą. Okoliczne jeziora zapraszają na kajaki i żagle, a amatorzy paralotniarstwa poczują się tu jak w raju.

Ciekawostką dla podróżnych może być fakt, że po dziś dzień kultywowanych jest tuwiele starych zwyczajów, jak rozpalanie nocą ognisk, uroczyste ustawianie majowego drzewka, wypęd i spęd bydła z wypasu na halach, dożynki i ciche Święte Noce między Bożym Narodzeniem a świętem Trzech Króli (Rauhnächte). Turyści przyjmowani są z niezwykłą gościnnością i zapraszani są do obchodów wraz z miejscowymi, by mogli poznać klimat miasta i regionu w pełnym wymiarze.

Wąwóz Partnach

Niegdyś wąwozem Partnach spławiano drewno z wyższych partii gór. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia tego niesamowitego miejsca, by ocenić jak bardzo niebezpieczna musiała być to praca. Przy drodze do wąwozu zobaczymy krzyż upamiętniający śmiałków, którzy zginęli podczas spławiania. W samym wąwozie możemy też zobaczyć wykutą w skale kapliczkę z Matką Boską, która miała ochraniać pracujących tam mężczyzn.

Bawarskie atrakcje

Podczas jesiennej wizyty w Allgäu możemy natrafić na niemalże ceremonialne spędzanie bydła z pastwisk. Przez całe lato krowy i młode zwierzęta trzymane są na górskich łąkach. Następnie, jesienią do doliny sprowadza się ponad 30 tys zwierząt, między innymi udekorowane na tę okazję "krowy przewodniczki". Tradycja Viehscheid, liczy sobie kilkaset lat i jest pretekstem do wyprawiania hucznych festynów ludowych z muzyką i tańcami.

Z wizytą u Kopciuszka
Odwiedzając południową Bawarię, nie można pominąć pałacu Neuschwanstein, wznoszącego się na nierównym wzgórzu i otoczonego imponującymi szczytami Alp. Któż z nas nie ronił łez nas losem biednego Kopciuszka i nie kibicował mu w drodze do szczęścia u boku księcia? Kto nie marzył, by choć raz odwiedzić pałac jak z bajki? Okazuje się, że właśnie to miejsce mogło być dla Walta Disney’a inspiracją i wzorem w projektowaniu baśniowego zamku Kopciuszka. Patrząc na pałac Neuschwanstein, można wyzbyć się wszelkich wątpliwości.

Wystrój pałacu jest niemal bajkowy i nawiązuje do historyzmu i romantyzmu w architekturze, zaś okoliczny krajobraz zapiera dech w piersiach. W dolinie, dokładnie poniżej pałacu, znajdziemy idylliczne jezioro Alpsee i należący niegdyś do zamku park Schwanensee, będący obecnie częścią terenów zielonych, znajdujących się pod ochroną. Dobry aparat w trakcie tej wycieczki to kompletny must have! W stwierdzeniu "widok jak z pocztówki" nie ma ani odrobiny przesady.

Szepczący wąwóz
Opuszczamy już region Allgäu, jednak, zgodnie z obietnicą, wciąż pozostajemy na południu Bawarii. Przenosimy się do równie malowniczego i imponującego miejsca, w przeciwieństwie jednak do pałacu Neuschwanstein, w całości zaprojektowanemu przez naturę.

Wąwóz Partnach (niem.: Partnachklamm) jest wyżłobionym przez górską rzekę Partnach głębokim wąwozem leżącym nieopodal Garmisch-Partenkirchen. Zatem kolejny raz bawarska wędrówka wiedzie nas przez miejscowości nierozłącznie związane ze skokami narciarskimi, jakże bliskimi sercom wielu Polaków. Na skoczni w Garmisch-Partenkirchen odbywa się bowiem prestiżowy Turniej Czterech Skoczni, którego triumfatorem był zarówno Adam Małysz, jak i (dwukrotnie) Kamil Stoch.

Wąwóz w liczbach nie wygląda specjalnie okazale, ma długość ok. 700 m oraz osiąga głębokość 80 m, a jego pokonanie zajmuje ok. pół godziny, jednak widoki i wrażenia, jakie serwuje odwiedzającym, są nieporównywalne z niczym innym. Przez wąwóz wiedzie trasa, która wije się niezwykle malowniczymi i wąskimi ścieżkami w skalnych grotach. Płynący pod nogami turystów rwący potok, wysokie skały, które prawie całkowicie przesłaniają niebo, szum wody, spadające na głowę wodospady kropel, ciemne tunele i wąskie galerie wykute w skale… Wszystko to składa się na niesamowitą atmosferę tego miejsca. Nie bez powodu Wąwóz Partnach uznawany jest za jeden z najpiękniejszych w całych Alpach!

Rugia i Hiddensee. Malownicze wyspy nad Bałtykiem

Blisko polskiej granicy znajdują się dwie wyspy o pięknych plażach i ciekawej historii. Rugia oraz Hiddensee były niegdyś ulubionymi wakacyjnymi kurortami Niemców nad Morzem Bałtyckim. Dziś możemy je odkryć na nowo, spędzając przy okazji przyjemnie i aktywnie czas.

Urlop nad Bałtykiem
Wolin, Uznam czy nawet duński Bornholm – to lokalizacje, które z pewnością zdążyliśmy już zwiedzić, jeśli lubimy spędzać czas nad morzem. A tymczasem całkiem niedaleko znajdują się jeszcze dwie bałtyckie wyspy, które warto odwiedzić. Znajdziemy tam atrakcje zarówno dla urlopowiczów pragnących się wygrzać na słońcu, jak i lubiących fascynujące historie oraz aktywny wypoczynek.

Na Rugię dostaniemy się bez problemu samochodem. Od przejścia granicznego w Kołbaskowie dzieli Stralsund zaledwie 200 km – stamtąd zaś dojedziemy na wyspę mostem autostradowym. Z kolei na Hiddensee zabierze nas prom z rugijskiego Schaprode (zachodnie wybrzeże).

Najpiękniejsza niemiecka wyspa
Już samo spojrzenie na mapę Rugii pokazuje nam, że mamy do czynienia z miejscem niezwykłym. Choć średnica wyspy wynosi zaledwie 50 km, jej fantazyjna wręcz linia brzegowa liczy sobie ich aż 574. Istny labirynt plaż oraz skalnych formacji Rugii fascynował ludzi od dawna. To tutaj średniowieczni Słowianie założyli Arkonę – pogańską świątynie, o której do dnia dzisiejszego krążą legendy. W czasach nowożytnych Rugia stała się destynacją urlopową. Z czasów NRD przetrwało do dzisiaj wiele budynków hoteli, choć niektóre są już opuszczone.

Fani fotografowania dziewiczych krajobrazów powinni odwiedzić zwłaszcza północno-wschodnią część wsypy. Znajduje się tam Park Narodowy Jasmund, który słynie zwłaszcza z wyjątkowych formacji skał kredowych, takich jak liczący sobie 118 m wysokości n.p.m. Tron Królewski (niem. Königsstuhl). Trudno się dziwić, że po wizycie w tych okolicach malarz Caspar David Friedrich stworzył w 1818 r. "Skały kredowe na Rugii", jeden z najsłynniejszych obrazów epoki romantyzmu.

Na wyspie warto odwiedzić również miejscowość Binz. Zobaczymy tu piękną XIX-wieczną architekturę w postaci białych willi. W Binz znajduje się także 400-metrowe molo, najdłuższe w całym kraju, oraz okazały budynek uzdrowiska (Kurhaus). Zdecydowanie jednak najpopularniejszą atrakcją turystyczną okolicy jest XVIII-wieczny Zamek Myśliwski Granitz. Dawniej chętnie gościli tu m.in. król Prus Fryderyk Wilhelm I czy kanclerz Otto von Bismarck. We wnętrzu zamku znajduje się obecnie muzeum łowiectwa, z tarasu zobaczymy zaś panoramę całej niemal wyspy.

01.

Wyspa noblistów

Hiddensee nieprzypadkowo nazywana jest "Wyspą Noblistów". Często przebywał tu np. Tomasz Mann, jeden z najsławniejszych niemieckich pisarzy. Źródło zdjęcia: Wikipedia.org lic. CC-BY-SA 3.0

02.

Rokitnik

Rokitnik jest niezwykle popularny na wyspie Hiddensee. Kupimy tutaj mnóstwo produktów wykonanych na bazie owoców tej rośliny. Rokitnik znany jest ze swoich leczniczych właściwości.

03.

Biała perła

Miasteczko Binz nazywane jest "białą perłą" niemieckiego wybrzeża. Znajdziemy tu mnóstwo pięknych przykładów XIX-wiecznej architektury oraz najdłuższe molo w kraju.

04.

Rugia

Rugia jest niezwykłym miejscem przede wszystkim ze względu na swoje wybrzeże. Choć średnica wyspy wynosi zaledwie 50 km, jej linia brzegowa ma ich 574.

Wyspa Noblistów
W porównaniu z Rugią Hiddensee wydaje się niemal "mikroskopijna". Wyspa ta choć ma zaledwie 19 km kwadratowych powierzchni, skrywa wiele ciekawych sekretów. Nieprzypadkowo Hiddensee nazywana jest "Wyspą Noblistów". Często bywali tu Thomas Mann, Gerhart Hauptmann, Zygmunt Freud oraz Astrid Nielsen. Tutejsza wioska Kloster była ulubionym miejscem spotkań niemieckiej bohemy na początku XX wieku.

Nic dziwnego, Kloster posiada kilka urokliwych budynków. Jednym z nich jest Blaue Scheune o niebieskiej fasadzie, który w świetle słońca wygląda prawie jak z bajki. Znajdziemy tu także dawny dom wspomnianego już noblisty, Gerharta Hauptmanna, w którym obecnie znajduje się muzeum pisarza. Inną wizytówką wyspy jest latarnia morska Dornbusch – zwłaszcza o zachodzie słońca jej okolica wygląda naprawdę pięknie.

Jedną z najpopularniejszych roślin na Hiddensee jest rokitnik – w tutejszych sklepach znajdziemy wiele specyfików przyrządzonych na jego bazie. Krzewy o pomarańczowych owocach zobaczymy także często podczas przemierzania wyspy. Pamiętajmy jednak, że Hiddensee jest wyłączona z ruchu samochodowego! Bez trudu przemieścimy się jednak pomiędzy jej atrakcjami m.in. dzięki ścieżkom rowerowym. W ogóle zarówno Hiddensee, jak i Rugia to świetne miejsce na wypad dla miłośników dwóch kółek. Sieć dróg rowerowych jest tu na tyle gęsta, że wielu turystów zostawia samochody jeszcze w okolicach Stralsundu i wycieczkę na wyspach kontynuuje już jednośladem.

Artystycznie i wypoczynkowo
Niemieckie wyspy na Morzu Bałtyckim to idealne miejsce na wypad przynajmniej z kilku powodów. Rugia i Hiddensee posiadają na swoim terenie wiele miejsc z ciekawą historią, malowniczych krajobrazów, a także punktów, w których możemy zwyczajnie odpocząć i zregenerować siły. Jeśli dodamy do tego fakt, że znajdują się blisko polskiej granicy, uzyskamy dwie idealne destynacje na urlopowy wypad samemu i z całą rodziną.

Dolna Saksonia – majówka, która spełni wszystkie oczekiwania

Niemiecki land, który jest chyba najbardziej charakterystyczny dla tego kraju. Można tu wypocząć nad morzem i w górach. Znajdzie się coś dla aktywnych (13 tys. km szlaków rowerowych, sporty wodne czy piesze wędrówki), jak i dla tych, którzy pragną relaksu na łonie natury.

Dolna Saksonia to z pewnością region pełen sprzeczności, jeśli chodzi o krajobraz. Rozciąga się pomiędzy rzekami Ems i Łabą, obejmuje wybrzeże Morza Północnego (ma najdłuższą w całych Niemczech linię brzegową, która jest połączona z siedmioma wschodniofryzyjskimi wyspami) oraz góry Harz. Słynie z miejsc zaliczanych do światowego dziedzictwa przyrodniczego UNESCO, smacznego jedzenia i wielu atrakcji turystycznych. Krótko mówiąc: każdy znajdzie tu coś dla siebie!

Miejskie perełki
Jeżeli kuszą nas zabytki i życie kulturalne, to w Dolnej Saksonii ich nie brakuje. Odwiedzając np. Getyngę – miasto typowo akademickie – można zwiedzić Stare Miasto otoczone średniowiecznymi wałami obronnymi. A także zobaczyć symbol tego miejsca, słynną secesyjną Gęsiarkę – figurę stojącą przed Starym Ratuszem. Każdy, kto zdobędzie doktorat, musi ją pocałować, więc stała się ona najczęściej całowaną dziewczyną na świecie. Warto wiedzieć, że aż 44 laureatów Nagrody Nobla urodziło się właśnie w Getyndze, studiowało tu, prowadziło badania naukowe albo wykładało na uczelniach.

Obok Getyngi ważniejszymi miastami są np. Brunszwik, Osnabrück, Oldenburgi i oczywiście stolica Dolnej Saksonii – Hanower. Miasto słynie z wielu zabytków architektonicznych, np. Starego Miasta z kamieniczkami oraz gotyckimi kościołami czy Nowego Ratusza – sprawiającego wrażenie starszego, a zbudowano go przecież na początku XX w. Hanower zwany jest miastem ogrodów i targów. Ma dużo terenów zielonych (ok. 20 proc. powierzchni miasta). Rokrocznie przyjeżdżają tu wynalazcy i przedsiębiorcy, którzy prezentują swoje produkty i odkrycia podczas największych w Europie targów przemysłowo-wystawienniczych. Organizowane są tu także dobrze znane na świecie targi technologiczne CEBIT. W Hanowerze wyznaczony jest tzw. czerwony szlak, który dużo ułatwia, jeśli planuje się zwiedzanie miasta bez przewodnika. Takie szlaki znajdują się także w innych miejscach Dolnej Saksonii.

Magia wrzosowisk
Pomiędzy Hanowerem, Bremą i Hamburgiem, a kończąc na wschodniej linii Łaby, znajduje się jedno z najpiękniejszych naturalnych miejsc w Dolnej Saksonii – Pustać Lüneburska. Porośnięta jest łąkami, lasami, połaciami torfowisk, ale największą sławę przynoszą jej wrzosowiska. Krajobraz przecinają liczne rzeki i strumienie, nad których brzegami pełno jest starych młynów. W XIX w. takim wyróżniającym elementem były stada owiec wrzosówek zwanych "żywymi kosiarkami do trawy". Rasę wyparły jednak merynosy, ale wrzosowiska pozostały i zachwycają każdego, kto je zobaczy. Pustać to także siedlisko wielu gatunków ptaków. Rozciąga się tutaj największy na świecie park ornitologiczny – Weltvogelpark Walsrode.

Górskie wędrówki
Góry Harz, wraz z najwyższym szczytem na południu – Brocken (1 142 m n.p.m.) zbudowanym z granitowych skał, to miejsce wymarzone do kolarstwa górskiego oraz sportów zimowych. Jest także doskonałe do wędrówek po leśnym Parku Narodowym Harzu − jednym z największych takich parków w Niemczech. Dzięki przekrojowi pięter wysokościowych można podziwiać lasy bukowe, bory świerkowe i roślinność subalpejską. Park jest domem dzikich zwierząt, takich jak jeleń szlachetny, dzik, sarna i ryś.

Szachulec czy mur pruski?

Domy w Dolnej Saksonii są charakterystyczne. Zrobione z tzw. konstrukcji szachulcowej lub z muru pruskiego (więcej jest właśnie tych). Na pozór trudne je odróżnić. Obie mają wspólną bazę – szkieletową, drewnianą konstrukcję. W domach szachulcowych wypełniano konstrukcję gliną wymieszaną z sieczką. A te z murem pruskim są wypełnione cegłą.

Wyspa Borkum

Częściowo należy do Parku Narodowego Dolnosaksońskiego Morza Wattowego. Zajmuje prawie 131 m kw i jest największą z siedmiu Wysp Wschodniofryzyjskich. Turyści odwiedzają ją bardzo chętnie ze względu na nienaruszoną naturę i morski klimat.

Życie w rytmie pływów
Ci, którzy wolą morski klimat, w Dolnej Saksonii również znajdą coś dla siebie. Morze Wattowe w rzeczywistości nie jest morzem, tylko akwenem obejmującym południowo-wschodnią część Morza Północnego, pomiędzy kontynentem a łańcuchem Wysp Fryzyjskich. Ze względu na wyjątkowy ekosystem w 2009 r. Park Narodowy Dolnosaksońskiego Morza Wattowego został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To tu podczas odpływu można spacerować przez równiny pływowe. Archipelag Wysp Fryzyjskich dzieli się na trzy części, w których wschodniofyzyjskie należą właśnie do Dolnej Saksonii. Zamieszkanych wysp jest tylko siedem: Borkum, Juist, Norderney, Baltrum, Langeoog, Spiekeroog, Wangerooge. Niestety silne sztormy, zalania czy wiatr nie ułatwiają mieszkańcom życia, ale piękno wysp oraz akwenu wynagradza im ciężkie warunki. Na wysypy najłatwiej jest się dostać korzystając z promu. Trzeba mieć na uwadze, że jazda samochodem na większości z nich jest niedozwolona.

Dolna Saksonia i jej zróżnicowany krajobraz jest doskonałym miejscem na odwiedziny dla tych, którzy cenią sobie góry, morze czy bardziej miejski charakter wycieczek. Ten drugi co do wielkości (po Bawarii) land niemiecki ma naprawdę wiele ciekawych miejsc do odkrycia!

Rowerem przez Frankonię. Podpowiadamy jak zorganizować wyprawę nad Men

Długi weekend z perspektywy rowerowego siodełka to doskonały pomysł. Jesteśmy blisko natury, zabytków architektury i aktywnie spędzamy czas. Kilkusetkilometrowa wyprawa wydaje się być poza zasięgiem? Nic bardziej mylnego. Wystarczy dobrze się do niej przygotować.

Jak to zrobić? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tak, jak nie ma takiej samej wyprawy, nie mówiąc już o tych, którzy na rower wsiadają i ich oczekiwaniach. Spróbuję jednak poruszyć kilka najważniejszych kwestii. Takich, które starałam się dopilnować przed wyruszeniem na MainRadweg.

Palcem po mapie
Zacznijmy od planowania. W przypadku MainRadweg, która ma przeszło 600 km długości, warto się zastanowić nad podzieleniem trasy, szczególnie jeśli nie macie czasu, by przejechać całość. Wodząc palcem po mapie i czytając informacje w przewodnikach zdecydowałam się na odcinek Bamberg-Schweinfurt-Würzburg. W sumie około 160 km, które postanowiłam przejechać w dwa dni.

Bamberg warto odwiedzić choćby dla, wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO, starego miasta oraz piwa dymionego, produkowanego tylko tu. Würzburg jest z kolei znanym ośrodkiem frankońskiego winiarstwa i wyjątkowych zabytków architektury. Wybór był więc naturalny.Noclegi zaplanowałam w hotelach w Bambergu (podróż samochodem z centrum Polski zajmuje około 8-9 godzin), uzdrowiskowym Bad Kissingen (30 km od Schweinfurtu, nieporozumienie przy rezerwacji, ale warte dodatkowych kilometrów) oraz Würzburgu. Do Bamberga można wrócić pociągiem, podróż ekspresem zajmuje… zaledwie godzinę.

Ci, którzy chcą pokonywać dziennie mniej niż 80 km, szczególnie, że po drodze znajduje się mnóstwo zabytków, do których warto zajrzeć, spokojnie znajdą noclegi w licznych hotelach, pensjonatach i prywatnych apartamentach w miejscowościach znajdujących się przy trasie. W klimatycznych wsiach i miasteczkach jest też mnóstwo zajazdów, w których można spróbować frankońskiej kuchni.

Pakujemy się
Krok drugi, to sprawdzenie sprzętu najlepiej w serwisie rowerowym. W moim 8-letnim rowerze, mimo corocznych przeglądów, kilka zużytych części trzeba było wymienić. Dobrze jest też nauczyć się kilku podstawowych czynności: wymiany dętki, smarowania łańcucha, regulacji przerzutki czy hamulca. Klasyczny zestaw naprawczy to: dwie zapasowe dętki, skuwacz i spinka do łańcucha, multitool i pompka, opaski zaciskowe i taśma izolacyjna.

Jeśli chodzi o sprzęt, to podstawą jest wygodne siodełko i dobre oświetlenie (przednie i tylne). Ostatnie kilometry do Würzburga pokonywałam po zmroku. Przydadzą się też błotniki, stopka, bagażnik, dwa koszyki na bidon, zabezpieczenie do roweru, wodoodporne sakwy i torby montowane pod siodełkiem, na ramie czy kierownicy (ta jest szczególnie przydatna, bo pod ręką mamy batony energetyczne, mapę i aparat fotograficzny, można ją odpiąć i zabrać ze sobą) oraz nawigacja. Nie zapomnijcie o powerbanku.

Pakując się trzeba być przygotowanym na każdą pogodę. Doskonale sprawdza się bielizna oraz odzież oddychająca i szybkoschnąca. Nie ruszajmy bez kurtki przeciwdeszczowej i spodenek kolarskich, bo nawet najwygodniejsze siodełko może nas w końcu wystawić na próbę. Warto też pomyśleć o ubraniu „cywilnym”, które założymy po zakończeniu dziennego etapu.

Nie wsiadam też na rower bez kasku, okularów słonecznych i rękawiczek. Kamizelki odblaskowej nie zabieram, ale staram się, by mój strój miał elementy odblaskowe. W sakwach muszą się znaleźć podstawowe kosmetyki, sprawdzają się te w najmniejszych opakowaniach, które zabieramy do samolotu. Nie zapomnijcie o kremie z filtrem. I apteczce z tabletkami przeciwbólowymi i przeciwzapalnymi, węglem, wapnem, rozgrzewającą maścią przeciwbólową, bandażem elastycznym, gazą jałową i plastrami z opatrunkiem.

Rowerem do pracy
Do wyprawy warto się też fizycznie przygotować. Średnio aktywna osoba bez problemu przejedzie kilkadziesiąt kilometrów. Wcześniejsze przygotowanie pozwoli nam jednak uniknąć kontuzji.

Przed taką wyprawą trzeba regularnie jeździć: do pracy lub po pracy. W ten sposób przyzwyczaimy organizm do rowerowej pozycji. Łatwiej będzie nam też znieść długotrwały wysiłek. Za każdym razem warto wydłużać dystans i co najmniej raz wybrać się na wycieczkę z sakwami. Różnica, szczególnie na podjazdach, jest odczuwalna.

Dobrze robi też każdy wysiłek wzmacniający naszą kondycję. Jeśli macie karnet na siłownię korzystajcie z niego intensywnie, jeśli lubicie biegać, nie ograniczajcie się. Każda godzina aktywności przed wyprawą, to większa przyjemność z przejechanego kilometra.

Piwo dymione i "Bocksbeutel". Bawaria, jakiej nie znacie

Jazda setki kilometrów z widokiem na porośnięte winoroślą wzgórza i z przystankami w urokliwych bawarskich miasteczkach, gdzie w licznych knajpkach serwują lokalne specjały, a gdy trzeba, to i wygodne łóżka… Nie macie planów na majówkę? Pomyślcie o rowerowej wyprawie jedną z głównych niemieckich tras – MainRadweg.

Wijąca się wzdłuż Menu ścieżka rowerowa ma blisko 600 km długości. Wyprawę można rozpocząć w Creußen lub uzdrowiskowym Bischofsgrün, a zakończyć w nadreńskim Mainz. Mając ograniczony czas, zdecydowałam się na liczący blisko 160 km odcinek między Bambergiem a Würzburgiem. Wybór nie był przypadkowy. Bamberg, jedno z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast w Niemczech, jest stolicą piwa dymionego. Otoczony wzgórzami Würzburg to z kolei królestwo frankońskiego wina.

Rzym i Wenecja w jednym
Bamberg, podobnie jak Rzym, położony jest na siedmiu wzgórzach, a meandrująca przez miasto rzeka Regnitz sprawia, że porównywany jest także do Wenecji.

Spacerując wąskimi uliczkami, wpisanej na listę światowego dziedzictwa UNESCO starówki, co chwilę natrafiamy na budynki z muru pruskiego i dawne rezydencje patrycjuszy. Uwagę przykuwa stojący na wyspie Stary Ratusz (Altes Rathaus) oraz Mała Wenecja, czyli rząd położonych nad rzeką dawnych domów rybaków. Obowiązkowymi punktami każdej wycieczki są także: wzgórze katedralne (Domberg), wzgórze i klasztor św. Michała (Michaelsberg) oraz Zamek Altenburg.

Bamberg słynie z dobrej kuchni, której podstawą jest wieprzowina w najróżniejszej postaci oraz piwa. W mieście funkcjonuje 9 browarów warzących ok. 60 rodzajów trunku. Tylko tu można spróbować piwa dymionego. Jego mocny aromat podobno docenia się… po trzecim kuflu. Legendarnym miejscem serwującym ten specjał jest Schlenkerla. Tu miałam przyjemność zjeść obiad w towarzystwie ośmiu starszych panów, którzy prawie w ogóle nie mówili po angielsku, podobnie jak ja po niemiecku. Zaprosili mnie do stolika, gdy bezradnie rozglądałam się po przepełnionym lokalu. Bariera językowa nie przeszkodziła nam w… słuchaniu polskich śpiewaków operowych. Ci, którzy w Schlenkerli miejsca nie znajdują, z kuflami przenoszą się na okoliczne uliczki.

Wzdłuż Menu
Z gościnnego Bamberga ruszam rowerem do Schweinfurtu. Do przejechania mam 60 km. MainRadweg, podobnie jak i inne trasy w Niemczech, jest świetnie oznakowana. Trasa jest łatwa, spokojnie można ją przemierzać z dziećmi. Po drodze mijam osiem miasteczek, w tym m.in. Zeil am Main czy Haßfurt. W każdym można się zregenerować przed kolejnym odcinkiem.

W Schweinfurcie warto zatrzymać się na noc. Z powodu nieporozumienia przy rezerwacji noclegów pojechałam jednak do oddalonego o 30 km Bad Kissingen, uzdrowiskowego miasteczka z zabytkową pijalnią wód, pięknymi ogrodami i urokliwą starówką. Trasa Schweinfurt–Bad Kissingen wiedzie przez lasy i pola z farmami wiatrowymi, warto więc było zboczyć.

Wracając jednak do Schweinfurtu i na MainRadweg, trzeba uważać. Do Würzburga prowadzą co najmniej dwie ścieżki. Ta właściwa wiedzie wzdłuż Menu i ma ponad 90 km. Po drodze czeka nas przeprawa promem, jazda wzdłuż niekończących się wzgórz z winoroślą oraz mnóstwo urokliwych miast i miasteczek, w których warto się zatrzymać i spróbować lokalnych specjałów. Ci, którzy nie chcą pokonywać tak długiego dystansu, mogą się zatrzymać w jednym z dwóch miasteczek: Nordheim lub Sommerach. W licznych winnicach można tam spędzić godziny.

Kieliszek wina na moście Otoczony winnicami i położony na obu brzegach Menu – Würzburg to znany ośrodek frankońskiego winiarstwa. Lokalny specjał – białe, delikatnie musujące wino, najlepiej smakuje na moście Alte Mainbrücke, na którym od rana gromadzą się tłumy z kieliszkami Silvaner.

Würzburg to także wyjątkowe zabytki architektury: katedra św. Kiliana (Dom St. Kilian), rezydencja biskupia z dworskim ogrodem i twierdza Marienberg. Uliczki starego miasta kryją mnóstwo tradycyjnych winiarni z regionalną kuchnią frankońską. W samym centrum znajduje się Szpital Mieszczański, w którym powstała słynna butelka – „Bocksbeutel”, spłaszczona gruszka. W Würzburgu odkryto również promieniowanie rentgenowskie. Coś w tym jest, bo miasto, podobnie jak cały region i MainRadweg, ma się ochotę dokładnie prześwietlić. I to nie raz.

PS. Z Würzburga do Bamberga wróciłam pociągiem. Drogę, która zajęła mi dwa dni, niemiecki express pokonał w… godzinę.

...

...

Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.